- Hope, jesteś już gotowa? Za chwilę musimy wyjść.
Spojrzałam w lustro, poprawiając długie, blond włosy. Dziś
znów musiałam być przy kolejnym przemówieniu ojca – przedstawiciela jednej z
angielskich partii politycznych. Za kilka tygodni rozpoczynały się wybory, a
więc startowały kampanie wyborcze. Mój ojciec często brał udział w dyskusjach,
bankietach, balach charytatywnych...bla, bla. A ja? Ja mu towarzyszyłam. Mama
chyba ugięła się pod ciężarem tego obowiązku, bo któregoś dnia pojechała do
przyjaciółki i... nie wróciła. Potem otrzymaliśmy tylko krótką wiadomość o tym,
jak to pięknie układa jej się z Johnem – jej nowym chłopakiem. Ale wracając do
mnie: nazywam się Hope Marie Creews i jestem córką Edwarda Creews’a – ogólnie
znanego polityka. Pewnie teraz myślicie sobie „jaki idiota może dać dziecku na
imię Hope?”. Odpowiedź brzmi – moja matka! Ja nie wiem, po prostu nie mam
pojęcia, jak można wymyślić takie durne imię!
-
Hope! – usłyszałam ponaglający głos mojego ojca.
-
Już schodzę! – odkrzyknęłam.
Zeszłam na dół wygładzając po drodze białą koszulkę. Nie
mogłam pozwolić sobie na strój, który skompromitowałby mojego ojca. O dżinsach,
i kolorowych koszulkach nie było mowy. Większą część mojej „wyjściowej”
garderoby stanowiły więc sukienki sięgające przed kolano, ołówkowe spódniczki i
proste kroju koszule. I kapelusze.
Uwielbiam kapelusze!
Spojrzałam na mojego ojca. Ubrany w dopasowany czarny
garnitur. Czerwony krawat kontrastował z białą koszulą. Wyglądał nienagannie.
-
Świetnie wyglądasz – uśmiechnęłam się do ojca.
-
Ty również – popatrzył na mnie zadowolony – tylko te buty... –
wskazał na czarne , matowe szpilki na platformie.
-
Przesadziłam?
-
Nie, po prostu boję się, że będę musiał cię holować ‘ba
barana’ z powrotem – zaśmiał się.
-
Może nie będzie aż tak źle – wsunęłam dłoń pod podane ramię i
ruszyliśmy do wyjścia.
Drzwi otworzyła nam pokojówka. Kurde, służba w domu to dobra
sprawa. Ojciec pomógł mi wsiąść do czarnego samochodu. Sam usiadł obok mnie.
-
Dzień dobry panie Creews – usłyszeliśmy dochodzący z przedniego
siedzenia głos.
-
Dzień dobry– odpowiedział mu ojciec.
-
Witaj panienko – tym razem staruszek kierujący samochodem
zwrócił się do mnie.
-
Cześć, Joel – przywitałam się z szoferem.
Joela najbardziej lubiłam ze wszystkich ludzi pracujących w
obrębie naszej willi. Był on starszym panem, na oko dochodził już do
siedemdziesiątki. Miał miły uśmiech i piękne, niebieskie oczy. Uwielbiałam z
nim rozmawiać. Tym razem jednak nie było czasu na rozmowy. Musieliśmy jak
najszybciej dostać się do budynku nowej, elitarnej szkoły muzycznej w której
otwarciu miał uczestniczyć mój ojciec. Gdy dotarliśmy na miejsce Joel otworzył
drzwi po mojej stronie i podał i pomarszczoną rękę. Podparłam się o nią i
chwilę potem pewnie stałam na chodniku. Gdy dołączył do mnie tata ruszyliśmy
zająć swoje miejsca. Po kilku minutach tata został poproszony o głos. Zostałam
wystawiona na serię ciekawskich spojrzeń. Nie znosiłam tego. „Nogi razem,
plecy prosto, patrz przed siebie” powtarzałam w myślach. Po pół godziny
moich modlitw o zakończenie przemówienia ojciec wreszcie zszedł z mównicy i
zajął miejsce obok mnie. Posłałam mu pełne wdzięczności spojrzenie. Pochyliłam
się w jego kierunku i szepnęłam:
-
Wszyscy się patrzą.
-
Nie martw się, zaraz znajdą sobie inny obiekt obserwacji –
uśmiechnął się porozumiewawczo.
Chciałam spytać, o co mu chodzi, ale z ustawionych nieopodal
głośników wypłynęła muzyka, która zagłuszyła mój szept. Musiałam przegapić
zapowiedź. Mój wzrok skierował się ku scenie. Po chwili uniosłam brwi. Na
podeście pojawiło się pięciu chłopców, tak na oko w moim wieku. Piosenka, którą
śpiewali mało mnie zainteresowała. Ot, takie nie-do-konca-wiadomo-co.
Może taki ma tytuł? Przyjrzałam się po kolei każdemu. Pierwszy od lewo, ubrany
w czerwoną koszulę w kratę, oczy chyba brązowe. Kolejny, blondynek-aniołek
obrany w niebieską koszulkę polo. Następny, chyba trochę niedogolony szatyn w
koszulce w paski i czerwonych spodniach na szelkach. Przedostatni był chłopak o
ciemniejszej karnacji i przykuwającym spojrzeniu. Ostatni, stojący najbliżej
mnie był chłopak z brązowymi, sięgającymi do karku kręconymi włosami i
zielonymi oczami. Po chwili zdałam sobie sprawę, że za długo wpatruję się w
chłopaka i zawstydzona spuściłam wzrok.
Zaczęła rozglądać się po publiczności. Widząc tłum
rozkrzyczanych dziewcząt, nieco oddalony od sceny ciężko westchnęłam. A więc to
jakiś znany zespół. Doszłam do wniosku, że jestem nieco zacofana w tym temacie.
Słucham nieco innej muzyki. Ta jest dla mnie zbyt... cukierkowa? płytka?
dziecinna? Nie wiem.
Ten zespół z bożej łaski, który z każdą piosenką coraz mniej
mi się podobał, wreszcie zakończył swój koncert. Wszyscy zgodnie odklaskali
swoje i zaczęli podnosić się z miejsc. Już miałam powiedzieć coś do ojca, gdy
zauważyłam, że nie ma go przy mnie. Niespokojnie rozejrzałam się za moim
opiekunem. No pięknie! Jeszcze tego mi brakowało! Teraz się zgubię, bo tatulek
gdzieś sobie poszedł. I skończy się tak, że będę musiała wracać do domu na
piechotę najprawdopodobniej boso, bo moje piękne szpilki zaczęły mnie
uwierać...
Pamiętając, że muszę zachować zimną krew znów rozejrzałam
się w około. Jest! Tatulek mój kochany po prostu odszedł na kilka kroków. Ja
panikuję, a on stoi sobie obok i rozmawia z... no właśnie. Rozmawia z tą zgrają
piosenkarzy w stylu pożal się boże. Wysałam z siebie zduszony jęk. Po
chwili szłam już z przyklejonym do twarzy uśmiechem w kierunku mojego taty.
-
Tu jesteś – uśmiechnęłam się do ojca, kładąc mu rękę na
ramieniu – myślałam, że już idziemy.
-
Tak tak, chciałem tylko przedstawić ci tych młodych panów.
Chyba, że już ich znasz? Wiesz, oni ostatnimi czasy są bar...
-
Nie, nie znam tych panów – weszłam mu w słowo, lustrując
towarzyszy ojca wzrokiem.
-
Rozumiem, a więc, to jest- wskazał na blondynka – Nail – potem
na tego pierwszego z lewej – Liam – mulat – Zayn – ten od pasków - Louis – i na końcu ten z loczkami – i
Harry. Członkowie zespołu One Direction.
-
Nie słyszałam – odparłam -
A mnie nie przedstawisz? – spojrzałam na niego wyczekująco.
-
Ah, tak. Panowie, to jest moja córka, Hope Marie.
-
Wystarczy Hope – wysiliłam się na najbardziej szczery uśmiech.
Podałam rękę mulatowi, który stał najbliżej. Już, już miałam
podać ją w zwyczajny – kumpelski sposób, kiedy mój ojciec chrząknął znacząco.
Ciężko westchnęłam i zmieniłam pozycję ręki. Teraz ten chłopak powinien pocałować
mnie w wystawioną dłoń. Przynajmniej tak przewiduje etykieta dworka –
uśmiechnęłam się w myślach na to sformułowanie. Jednak nie stało się tak.
Chwycił moją dłoń i mocno ją potrząsnął. Spojrzałam równie znacząco na ojca,
tyle że uniosłam jeden kącik ust ku górze. Chłopak – któremu chyba było na imię
Zayn zrozumiał swój błąd, i chciał się poprawić, ale cofnęłam rękę. Gdyby
widział nas jakiś fotoreporter, to i tak zrobiliśmy sobie wystarczający
obciach. Uprzedzona zachowaniem Zayna kolejno podawałam rękę chłopcom – już w
normalny sposób. Gdy doszłam już do końca grupki znów cofnęłam się o krok do
tyłu.
-
Tato? – spojrzałam na niego wyczekująco.
-
Mhm, my już będziemy się zbierać. –ojciec zaczął żegnać się z
grupą.
-
My też, musimy znaleźć jakiś hotel – chłopiec z kręconymi
włosami podchwycił rozmowę – mieszkamy w innej części miasta, nie chcemy tłuc
się dziś przez cały Londyn, rozumie pan... – uśmiechnął się bardziej do mnie
niż do ojca. Mało zainteresowana rozmową pokiwałam głową i sztucznie się
uśmiechnęłam. Modliłam się w duchu, żeby ojciec nie wpadł na...
-
Hotel? Jaki hotel? Panowie, dziś możecie przenocować w mojej
willi, zapraszam, miejsca starczy dla wszystkich! – właśnie na to.
Zaklęłam w duchu. Jeszcze tego brakuje – zgraja jakichś
nieogarniętych facetów niedaleko mojego pokoju. Z lekcji gry na fortepianie
nici. No bo jak się skupić, gdy słucha cię zgraja obcych ludzi?
Gdy ojciec podał tej bandzie nasz adres i wreszcie się z
nimi pożegnał udaliśmy się do samochodu. On w szampańskim nastroju, ja z wielką
, czarną chmurą gradową nad głową.
***
Na razie pierwszy rozdział. Nie wiem, czy nie porwałam się z motyką na słońce zakładając tego bloga. Zobaczę, jak to będzie. Nie zdecydowałam nawet, na którym chłopcu skupię całą fabułę.
Mogę liczyć na jakieś komentarze? :)
Możecie znaleźć mnie na Twitterze:
Możecie znaleźć mnie na Twitterze:

Świetny rozdział! Boski blog! Czekam na więcej!!! Jestem Twoją pierwszą fanką Hope ;D
OdpowiedzUsuńMiałabym prośbę - informuj mnie o nowych rodziałach http://pokaze-ci-moj-styl.blogspot.com/ - nie komentuj jeżeli nie chcesz tylko daj znać, że jest u Ciebie coś nowego, bo na serio świetne! :)
b.fajnie.
OdpowiedzUsuńzapraszam do mnie http://1d-kissmeforlove.blogspot.com/.
Powiem prosto-podoba mi się.Nie ważne na którym chłopcu skupisz się bardziej.^^ Piszesz lekko aż chce się czytać.
OdpowiedzUsuńMoże wejdziesz na mój blog?Co prawda nie o One Direction no ale...:D
http://purple-rose-hp-yaoi.blog.onet.pl/
Super:) Czekam na kolejny rozdział ^^
OdpowiedzUsuńale też zapraszam do mnie: http://i-love-you-more-than-this.blogspot.com/
świetne! podoba mi się.
OdpowiedzUsuń("‘ba barana’" - literówka :))
Cudowne ! ♥
OdpowiedzUsuńSuper , czekam na kolejny <3
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie :)
http://thatonethingg.blogspot.com
Kiedy będzie kolejny ?
OdpowiedzUsuńpodoba mi się, fajnie zaczęłaś, bede czytac. Jak masz cotę to zapraszam do mnie też zaczynam
OdpowiedzUsuńhttp://cetrii-youaremyheaven.blogspot.com/
♥♥
OdpowiedzUsuńSuper rozdział <3
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie
http://timehealsallwoundss.blogspot.com/
Super rozdział , kiedy następny ! Nie polecałabym Zayn'a , bo wszędzie pełno o nim opowiadam. Ale to moje zdanie , pisz o kim chcesz , przy okazji wpadniesz do mnie ?
OdpowiedzUsuńMam dopiero 1 opowiadanie [ 1 rozdział ] co prawda nie o 1D ale też fajne , przynajmniej tak myślę ;]
http://bajania.blogspot.com/
Zapraszam do mnie :)
OdpowiedzUsuńhttp://donotwasteyourtimee.blogspot.com/
http://timehealsallwoundss.blogspot.com/
Świetne!! dawaj kolejny rozdział! zapraszam do mnie :
OdpowiedzUsuńhttp://one-more-time-misia.blogspot.com/
Fajnie piszesz, super rozdział
OdpowiedzUsuńhttp://1dobrocilomojswiatdogorynogami.blogspot.com/
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie ( Katastrofa )
OdpowiedzUsuńhttp://yaoi-sad-or-happy-end.blogspot.co.uk
jak sie nazywasz w realu j/
OdpowiedzUsuń