sobota, 5 maja 2012

Rozdział 1


- Hope, jesteś już gotowa? Za chwilę musimy wyjść.
Spojrzałam w lustro, poprawiając długie, blond włosy. Dziś znów musiałam być przy kolejnym przemówieniu ojca – przedstawiciela jednej z angielskich partii politycznych. Za kilka tygodni rozpoczynały się wybory, a więc startowały kampanie wyborcze. Mój ojciec często brał udział w dyskusjach, bankietach, balach charytatywnych...bla, bla. A ja? Ja mu towarzyszyłam. Mama chyba ugięła się pod ciężarem tego obowiązku, bo któregoś dnia pojechała do przyjaciółki i... nie wróciła. Potem otrzymaliśmy tylko krótką wiadomość o tym, jak to pięknie układa jej się z Johnem – jej nowym chłopakiem. Ale wracając do mnie: nazywam się Hope Marie Creews i jestem córką Edwarda Creews’a – ogólnie znanego polityka. Pewnie teraz myślicie sobie „jaki idiota może dać dziecku na imię Hope?”. Odpowiedź brzmi – moja matka! Ja nie wiem, po prostu nie mam pojęcia, jak można wymyślić takie durne imię!
-         Hope! – usłyszałam ponaglający głos mojego ojca.
-         Już schodzę! – odkrzyknęłam.
Zeszłam na dół wygładzając po drodze białą koszulkę. Nie mogłam pozwolić sobie na strój, który skompromitowałby mojego ojca. O dżinsach, i kolorowych koszulkach nie było mowy. Większą część mojej „wyjściowej” garderoby stanowiły więc sukienki sięgające przed kolano, ołówkowe spódniczki i proste  kroju koszule. I kapelusze. Uwielbiam kapelusze!
Spojrzałam na mojego ojca. Ubrany w dopasowany czarny garnitur. Czerwony krawat kontrastował z białą koszulą. Wyglądał nienagannie.
-         Świetnie wyglądasz – uśmiechnęłam się do ojca.
-         Ty również – popatrzył na mnie zadowolony – tylko te buty... – wskazał na czarne , matowe szpilki na platformie.
-         Przesadziłam?
-         Nie, po prostu boję się, że będę musiał cię holować ‘ba barana’ z powrotem – zaśmiał się.
-         Może nie będzie aż tak źle – wsunęłam dłoń pod podane ramię i ruszyliśmy do wyjścia.
Drzwi otworzyła nam pokojówka. Kurde, służba w domu to dobra sprawa. Ojciec pomógł mi wsiąść do czarnego samochodu. Sam usiadł obok mnie.
-         Dzień dobry panie Creews – usłyszeliśmy dochodzący z przedniego siedzenia głos.
-         Dzień dobry– odpowiedział mu ojciec.
-         Witaj panienko – tym razem staruszek kierujący samochodem zwrócił się do mnie.
-         Cześć, Joel – przywitałam się z szoferem.
Joela najbardziej lubiłam ze wszystkich ludzi pracujących w obrębie naszej willi. Był on starszym panem, na oko dochodził już do siedemdziesiątki. Miał miły uśmiech i piękne, niebieskie oczy. Uwielbiałam z nim rozmawiać. Tym razem jednak nie było czasu na rozmowy. Musieliśmy jak najszybciej dostać się do budynku nowej, elitarnej szkoły muzycznej w której otwarciu miał uczestniczyć mój ojciec. Gdy dotarliśmy na miejsce Joel otworzył drzwi po mojej stronie i podał i pomarszczoną rękę. Podparłam się o nią i chwilę potem pewnie stałam na chodniku. Gdy dołączył do mnie tata ruszyliśmy zająć swoje miejsca. Po kilku minutach tata został poproszony o głos. Zostałam wystawiona na serię ciekawskich spojrzeń. Nie znosiłam tego. „Nogi razem, plecy prosto, patrz przed siebie” powtarzałam w myślach. Po pół godziny moich modlitw o zakończenie przemówienia ojciec wreszcie zszedł z mównicy i zajął miejsce obok mnie. Posłałam mu pełne wdzięczności spojrzenie. Pochyliłam się w jego kierunku i szepnęłam:
-         Wszyscy się patrzą.
-         Nie martw się, zaraz znajdą sobie inny obiekt obserwacji – uśmiechnął się porozumiewawczo.
Chciałam spytać, o co mu chodzi, ale z ustawionych nieopodal głośników wypłynęła muzyka, która zagłuszyła mój szept. Musiałam przegapić zapowiedź. Mój wzrok skierował się ku scenie. Po chwili uniosłam brwi. Na podeście pojawiło się pięciu chłopców, tak na oko w moim wieku. Piosenka, którą śpiewali mało mnie zainteresowała. Ot, takie nie-do-konca-wiadomo-co. Może taki ma tytuł? Przyjrzałam się po kolei każdemu. Pierwszy od lewo, ubrany w czerwoną koszulę w kratę, oczy chyba brązowe. Kolejny, blondynek-aniołek obrany w niebieską koszulkę polo. Następny, chyba trochę niedogolony szatyn w koszulce w paski i czerwonych spodniach na szelkach. Przedostatni był chłopak o ciemniejszej karnacji i przykuwającym spojrzeniu. Ostatni, stojący najbliżej mnie był chłopak z brązowymi, sięgającymi do karku kręconymi włosami i zielonymi oczami. Po chwili zdałam sobie sprawę, że za długo wpatruję się w chłopaka i zawstydzona spuściłam wzrok.
Zaczęła rozglądać się po publiczności. Widząc tłum rozkrzyczanych dziewcząt, nieco oddalony od sceny ciężko westchnęłam. A więc to jakiś znany zespół. Doszłam do wniosku, że jestem nieco zacofana w tym temacie. Słucham nieco innej muzyki. Ta jest dla mnie zbyt... cukierkowa? płytka? dziecinna? Nie wiem.
Ten zespół z bożej łaski, który z każdą piosenką coraz mniej mi się podobał, wreszcie zakończył swój koncert. Wszyscy zgodnie odklaskali swoje i zaczęli podnosić się z miejsc. Już miałam powiedzieć coś do ojca, gdy zauważyłam, że nie ma go przy mnie. Niespokojnie rozejrzałam się za moim opiekunem. No pięknie! Jeszcze tego mi brakowało! Teraz się zgubię, bo tatulek gdzieś sobie poszedł. I skończy się tak, że będę musiała wracać do domu na piechotę najprawdopodobniej boso, bo moje piękne szpilki zaczęły mnie uwierać...
Pamiętając, że muszę zachować zimną krew znów rozejrzałam się w około. Jest! Tatulek mój kochany po prostu odszedł na kilka kroków. Ja panikuję, a on stoi sobie obok i rozmawia z... no właśnie. Rozmawia z tą zgrają piosenkarzy w stylu pożal się boże. Wysałam z siebie zduszony jęk. Po chwili szłam już z przyklejonym do twarzy uśmiechem w kierunku mojego taty.
-         Tu jesteś – uśmiechnęłam się do ojca, kładąc mu rękę na ramieniu – myślałam, że już idziemy.
-         Tak tak, chciałem tylko przedstawić ci tych młodych panów. Chyba, że już ich znasz? Wiesz, oni ostatnimi czasy są bar...
-         Nie, nie znam tych panów – weszłam mu w słowo, lustrując towarzyszy ojca wzrokiem.
-         Rozumiem, a więc, to jest- wskazał na blondynka – Nail – potem na tego pierwszego z lewej – Liam – mulat – Zayn – ten od pasków  - Louis – i na końcu ten z loczkami – i Harry. Członkowie zespołu One Direction.
-         Nie słyszałam – odparłam -  A mnie nie przedstawisz? – spojrzałam na niego wyczekująco.
-         Ah, tak. Panowie, to jest moja córka, Hope Marie.
-         Wystarczy Hope – wysiliłam się na najbardziej szczery uśmiech.
Podałam rękę mulatowi, który stał najbliżej. Już, już miałam podać ją w zwyczajny – kumpelski sposób, kiedy mój ojciec chrząknął znacząco. Ciężko westchnęłam i zmieniłam pozycję ręki. Teraz ten chłopak powinien pocałować mnie w wystawioną dłoń. Przynajmniej tak przewiduje etykieta dworka – uśmiechnęłam się w myślach na to sformułowanie. Jednak nie stało się tak. Chwycił moją dłoń i mocno ją potrząsnął. Spojrzałam równie znacząco na ojca, tyle że uniosłam jeden kącik ust ku górze. Chłopak – któremu chyba było na imię Zayn zrozumiał swój błąd, i chciał się poprawić, ale cofnęłam rękę. Gdyby widział nas jakiś fotoreporter, to i tak zrobiliśmy sobie wystarczający obciach. Uprzedzona zachowaniem Zayna kolejno podawałam rękę chłopcom – już w normalny sposób. Gdy doszłam już do końca grupki znów cofnęłam się o krok do tyłu.
-         Tato? – spojrzałam na niego wyczekująco.
-         Mhm, my już będziemy się zbierać. –ojciec zaczął żegnać się z grupą.
-         My też, musimy znaleźć jakiś hotel – chłopiec z kręconymi włosami podchwycił rozmowę – mieszkamy w innej części miasta, nie chcemy tłuc się dziś przez cały Londyn, rozumie pan... – uśmiechnął się bardziej do mnie niż do ojca. Mało zainteresowana rozmową pokiwałam głową i sztucznie się uśmiechnęłam. Modliłam się w duchu, żeby ojciec nie wpadł na...
-         Hotel? Jaki hotel? Panowie, dziś możecie przenocować w mojej willi, zapraszam, miejsca starczy dla wszystkich! – właśnie na to.
Zaklęłam w duchu. Jeszcze tego brakuje – zgraja jakichś nieogarniętych facetów niedaleko mojego pokoju. Z lekcji gry na fortepianie nici. No bo jak się skupić, gdy słucha cię zgraja obcych ludzi?
Gdy ojciec podał tej bandzie nasz adres i wreszcie się z nimi pożegnał udaliśmy się do samochodu. On w szampańskim nastroju, ja z wielką , czarną chmurą gradową nad głową. 

***
Na razie pierwszy rozdział. Nie wiem, czy nie porwałam się z motyką na słońce zakładając tego bloga. Zobaczę, jak to będzie. Nie zdecydowałam nawet, na którym chłopcu skupię całą fabułę. 

Mogę liczyć na jakieś komentarze? :)


Możecie znaleźć mnie na Twitterze: 

@HopeCreews

18 komentarzy:

  1. Świetny rozdział! Boski blog! Czekam na więcej!!! Jestem Twoją pierwszą fanką Hope ;D
    Miałabym prośbę - informuj mnie o nowych rodziałach http://pokaze-ci-moj-styl.blogspot.com/ - nie komentuj jeżeli nie chcesz tylko daj znać, że jest u Ciebie coś nowego, bo na serio świetne! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. b.fajnie.
    zapraszam do mnie http://1d-kissmeforlove.blogspot.com/.

    OdpowiedzUsuń
  3. Powiem prosto-podoba mi się.Nie ważne na którym chłopcu skupisz się bardziej.^^ Piszesz lekko aż chce się czytać.
    Może wejdziesz na mój blog?Co prawda nie o One Direction no ale...:D

    http://purple-rose-hp-yaoi.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
  4. Super:) Czekam na kolejny rozdział ^^
    ale też zapraszam do mnie: http://i-love-you-more-than-this.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. świetne! podoba mi się.
    ("‘ba barana’" - literówka :))

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudowne ! ♥

    OdpowiedzUsuń
  7. Super , czekam na kolejny <3
    Zapraszam do mnie :)
    http://thatonethingg.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Kiedy będzie kolejny ?

    OdpowiedzUsuń
  9. podoba mi się, fajnie zaczęłaś, bede czytac. Jak masz cotę to zapraszam do mnie też zaczynam
    http://cetrii-youaremyheaven.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Super rozdział <3
    Zapraszam do mnie
    http://timehealsallwoundss.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Super rozdział , kiedy następny ! Nie polecałabym Zayn'a , bo wszędzie pełno o nim opowiadam. Ale to moje zdanie , pisz o kim chcesz , przy okazji wpadniesz do mnie ?
    Mam dopiero 1 opowiadanie [ 1 rozdział ] co prawda nie o 1D ale też fajne , przynajmniej tak myślę ;]
    http://bajania.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Zapraszam do mnie :)
    http://donotwasteyourtimee.blogspot.com/
    http://timehealsallwoundss.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetne!! dawaj kolejny rozdział! zapraszam do mnie :
    http://one-more-time-misia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Fajnie piszesz, super rozdział
    http://1dobrocilomojswiatdogorynogami.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  15. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  16. Zapraszam do mnie ( Katastrofa )

    http://yaoi-sad-or-happy-end.blogspot.co.uk

    OdpowiedzUsuń
  17. jak sie nazywasz w realu j/

    OdpowiedzUsuń

O mnie

Moje zdjęcie
Nazywam się Hope. 'Hope' znaczy nadzieja, prawda?